Ivonna (lat 26), kolezanka z pracy, zapytala mnie dzis czy bylam kiedykolwiek mloda. Odebralam to jako aluzje, do mojego, z trudem ukrywanego zgorszenia, ktore budzi we mnie prowokacyjne zachowanie Ivonny wobec naszego kolegi Calum'a (lat cos powyzej 40). Odbilam wiec pileczke, odpowiadajac, iz nie pamietam, czy bylam mloda, bo fakt takowy mial miejsce w ubieglym stuleciu, wiec mialam prawo zapomniec.
Tylko, czy prowokacyjne, a czasem wrecz wulgarne zachowanie Ivonny wynika z ducha nowych czasow, za ktorymi nie nadazam, czy po prostu z braku manier, badz po prostu dobrego smaku?
Od kilku miesiecy Ivonna prowadzi gre z Calum'em, ktora polega na traktowaniu go jak swego partnera. Zartuje, ze w drodze do domu kiedy Calum ja podwozi, zatrzymuja sie w lesie w wiadomym celu. Kiedy przybrala kilka kilogramow oswiadczyla, ze jest z nim w ciazy, itp. Gra ta z pozoru niewinna, podjeta zostala przez reszte biura, mnie nie wykluczajac, i stala sie polem do zabawnych docinek slownych pod adresem zarowno Calum'a jak i Ivonny.
Moj problem polega na tym, ze kiedy Ivonna przekracza tzw. dopuszczalny poziom w tych ''zartach'' mam ochote opuscic biuro, jak w czasie eliminacji do X Factor'a czy Britans got talent, kiedy pojawiaja sie ''kosmici'' - chce przelaczyc kanal.
Zauwazylam, ze Ivonna ze szczegolnym upodobaniem prowokuje w ten sposob Calum'a, kiedy w biurze jestesmy juz tylko Calum, ona i ja - byc moze krepuje ja nieco obecnosc pozostalych, nieco starszych naszych wspolpracownikow.
W zeszly piatek Ivonna paradowala w nowym swetrze, ktory ozdobiony byl takimi dzierganymi kuleczkami, ulozonymi w dwoch pionowych rzedach i dwie przypadaly na biuscie, akutat w miejscu sutkow. Ivonna caly dzien pytala mnie, czy mi sie podobaja te jej welniane sutki...
No i stalo sie. Okolo godziny trzeciej po poludniu, kiedy w biurze bylysmy tylko my dwie i Calum, Ivonna zapytala Caluma przymilnym tonem: Kochanie kiedy jedziemy do domu?
Po jakiejs chwili Calum stanal w biurze gotowy do wyjscia i oswiadczyl, ze jesli Ivonna chce sie z nim zabrac ma 2 sekundy, zeby sie zebrac. Na co Ivonna, stojac przy drukarce, dotknela swych welnianych ''sutkow'' i z wymownym i wystudiowanym gestem pocierajac je, odrzekla: Ja jestem gotowa kochanie, a ty?
Calum poczerwienial, a mnie wyrwalo sie siarczyste przeklenstwo w jezyku polskim i chyba tez spalilam cegle.
Wpadla mi w rece trylogia Malgorzaty Kasicinskiej i zatonelam w ''Domu nad rozlewiskiem''. Wciagnelo mnie. Nie dosypiam, nie dojadam, prawie nie wychodze z sypialni. Zreszta pewnie tylko dzieki temu nie zarazilam sie jeszcze grypskiem od dzieci. Taka jestem wyrodna! izoluje sie od potomstwa i ich zarazkow. Wychodze co szesc godzin, z garscia tabletek i chochlami syropkow
.
Nie, nie moge tak pisac, bo mi sie tu zwali jakas organizacja obrony praw dziecka
. Dzis, przy sobocie oddalam sie pitraszeniu i zaserwowalam rodzince specjal, ktorym sama z wielkim upodobaniem racze sie w pracy w porze lunch'u - baked tattie with tuna and beans. Smakowalo. Zreszta to mnie tak naszlo chyba tez pod wplywem lektury, choc tam pichca typowo po polsku i nawet sa przepisy. Potem udzielilam Zlosnicy przyspieszonego kursu robienia na drutach i zaczelysmy dziergac szaliczek, tak wespol w zespol, ona gubila oczka, ja je lapalam i tak to szlo. Mamy juz jakies dwanascie centymetrow. Synalowi rzucilam na porzarcie kostke rubika. Wymiekl. Ja potrafie ulozyc tylko jedna scianke z ''kolnierzykiem'', ale wystarczylo, zeby zostac hero of the day.
Po czym, juz z poczuciem dobrze wypelnionego obowiazku rodzicielskiego, wrocilam do lektury z czystym sumieniem. Wypelzlam teraz, zeby zobaczyc X Factora, ale katem oka namierzylam kompa i przepadlo. Postanowilam w przerwach na reklamy sprawdzic co w trawie piszczy i juz tu zostalam, w sieci. W zasadzie i tak zalezy mi tylko, aby uslyszec jak dzis zaspiewa Jamie Afro Archer, reszta jest taka sobie. W tym tygodniu producenci programu zaskoczyli uczestnikow konkursu, i mnie, udzialem Whitney Houston. Myslalam, ze ona sie juz calkiem zacpala, ale wyglada niezle. Jamie zaspiewal i przeszly mnie ciarki.
No to moge wracac do swojej nory i zatonac na nowo w rozlewisku.
Przedtem jeszcze tylko zaraportuje, ze tapeta w kuchni zostala polozona, ladnie, nie powiem. Jeszcze tylko napomkne, ze panowie robotnicy z council'u prace szanuja i wytapetowanie kuchni o powierzchni jakichs 8m kw. zajelo 2 dni.
Kuchnia wyglada o niebo lepiej, ale ja wciaz marze o przeprowadzce, moze nie do domu nad rozlewiskiem, ale otoczonego wrzosowiskiem jak najbardziej.
Nie czulam sie na silach odkopywac topora wojennego. Po prostu przyszlam do pracy i wbrew przyjetym konwenansom na pozdrowienie ''jak sie masz'' odpowiedzialam, zgodnie z prawda, ze parszywie, bo........, plus bo............ i w dodatku, bo................
.
W odpowiedzi przytoczono mi kilka przepisow, zgodnie z ktorymi sytuacja taka nie moze miec miejsca i pouczono mnie gdzie powinnam zadzwonic i komu nazwymyslac.
Orzeklam, ze nie czuje sie na silach nigdzie dzwonic i prosic o cokolwiek, nawet jesli jest to moim uswieconym prawem. W tej sytuacji podjeto dzialania z wylaczeniem mojej, sponiewieranej, osoby.
Zajelo to jakies 40 minut i 4 rozmowy telefoniczne, aby po kolejnej godzinie pozostawiona w domu czesc rodziny, wlaczajac maloletnich, ktorzy stanowili glowny argument w tej potyczce slownej, mogli cieszyc sie cieplem bijacym od grzejnikow.
Komiczne w tej calej sytuacji jest to, ze kiedy fachowiec naprawial ogrzewanie, z mieszkania na gorze, gdzie ''mokra robote'' odwalaja jego koledzy, na glowe polala mu sie woda :/ mozna by rzec, nie uszlo mu na sucho
.
Jak dobrze, po miesiacach odgrywania supermenki, moc pozwolic dzialac innym.
Kiedy moi sasiedzi z gory wyprowadzili sie, pozostawiajac mnie z mieszanymi uczuciami, zazdrosci i ulgi powiedzialam sobie w koncu, no coz przynajmniej bedzie spokoj i juz mnie nikt nie bedzie zalewal. Czyzby?
Ledwie sie zdazylam ubrac, fryzuja juz sie nie przejmowalam - niech sie przestrasza - pobieglam na gore i poprosilam panow z ekipy remontowej, zeby naprawiajac na gorze nie zrujnowali mieszkania na dole. BTW podloga w kuchni tego mieszkania nade mna wyglada dramatycznie, nic dziwnego, po tylu potopach.
Nie, wcale nie bylam na nich wsciekla. Przeciez rozumiem, ze jak grzebia przy rurach to woda poleci.
Ale zmeczona juz jestem. To mieszkanie jest chyba przeklete.
W pracy nie zdazylam nawet dopic kawki - podstawa udanego dnia w biurze, ktory przeciez zaczal sie tak parszywie - kiedy dostalam sms o jakze zaskakujacej tresci: ''woda leci''.
- Zostaw wszystko i jedz do domu - powiedzial szef. Sort them out.
Wsiadlam do samochodu z ostrym postanowieniem, ze oto niecni robotnicy i urzednicy Housing Office na Logie poznaja nowe znaczenie pojec takich jak Gwiazda Smierci i Gwiezdne Wojny!!!
O ile na Gwiazde Smierci jeszcze mi starczylo sil jak wpadlam do mieszkania na gorze, to podczas rozmowy telefonicznej z uprzejma, ale majaca tak naprawde wszystko w tylku pania urzednik, poczulam znow znuzenie cala ta walka.
Przyslali Inspektora - znamy sie juz prawie jak lyse konie - przyjdzie pan elektryk (mam nadzieje, ze nie ten sprosny facet co ostanio) i nawet mi tym razem wymaluja kuchnie. Huuurra
(smiech przez lzy), normalnie nie moge sie juz doczekac :/
EPILOG
Elektryk sie nie zjawil. Zaden, ani ten sprosny, ani zaden inny. No coz, moze gdybym nosila tradycyjne szkockie nazwisko (kiedy pan inspektor zamawial elektryka przez telefon, taki wlasnie komentarz dobiegl mnie z drugiej strony, kiedy padlo nazwisko najemcy, czyli moje) to moze ktos by sie pofatygowal.
Wiec elektryk sie nie zjawil, nie sprawdzil instalacji i nie odkryl tego, co ja odkrylam przed chwila.
Na skutek zalania sciany i gniazdek, doszlo do zwarcia w jednej z ''puszek'' i panel sterowania centralnym ogrzewaniem odmowil dalszej wspolpracy.
Zimno mi i chuj mnie strzela.
Budzi sie we mnie Gwiazda Smierci - gdyby mi teraz ktos z Councilu wpadl w rece skonczylby niewatpliwie jako kupka antymaterii. Niestety, jako ze mamy wieczor moglam sobie jedynie ulzyc odrobinke wysylajac raport on-line.
Czy ja przesadzam, czy zanadto sie nakrecam? Byc moze, ale mam juz naprawde dosyc tych problemow z sasiadami, ciaglym zalewaniem, skarg i wnioskow i uprzejmych, ale majacych wszystko w tyle urzednikow.
Perspektywa odkopania toporka wojennego i podjecia Gwiezdnych Wojen jutro, jakos mnie nie podnieca.
Ja chce spokoju.
Upijam sie! winem czerwonym marki SHIRAZ rocznik 2008, zakupionym w Lidlu, ha, ha, ha. Jaki zakup, taki kac, nie dziwi nic.... la, la, la, la, la, la, la, nie dziwi nic!.....
Zobacze jutro, moze sie zdziwie? Wino australijskie - wole kangury, od bialych myszek, czy nawet pomaranczowych ludzikow
.
Przyda mi sie maly reset mozgu. Ups! flaszka pekla, bedzie bol i udreka, ale to dopiero jutro
.
A tymczasem....
Cholera nie ma zadnego tymczasem. Slysze tupot kocich stop! I na tym polega moj problem. Przez cale swoje zycie udalo mie sie doprowadzic do stanu calkowitego upojenia, no nie wiem 2-3 razy, moze? Nie, nie, nie. Nie probuje powiedziec, ze mam silna glowe i moge wypic wiadro wodki i ... nic. Nic z tych rzeczy! Wrecz przeciwnie, 2-3 lampki is enought! Mam jakas obsesje na punkcie kontroli. Spontony sa mi calkowicie obce, nie lubie niespodzianek, nawet prezenty niespodzianki sa dla mnie stresujace :/ Dramat po prostu. I jak tu deal with life, kiedy kazdy dzien to niespodzianka? nie koniecznie mila!? Fuck!
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 4124
| « październik » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
sama jeszcze nie wiem jak to wyjdzie :)