Kolejny dzien jak co dzien, nic tylko sie zabic. Zapowiadal sie nawet nie najgorzej, a teraz szukam kogos na kogo bym mogla nawrzeszczec. Jakby byl maz to by nie bylo problemu, w koncu po to oni sa, zawsze im sie obrywa. A tak to dupa. W zasadzie to Mlody (Synal) dzis dopelnij czary goryczy, ale jego - choc sie zgrywa na mojego meza - nawet porzadnie oprierdoczyc nie mozna, bo jest w takim wieku, ze ani ja jego, ani on sam siebie nie rozumnie. Za duze ryzyko, jeszcze sie zamknie w sobie na dobre i wtedy to juz tylko psychiatra. Pani psycholog, chwilowo sie poddala. Powiada, ze Mlody (wlasciwe ta ksywa teraz bardziej do niego pasuje niz Synal - smarkacz gada ze mana jak rowny z rownym, jakos nie jak moj, do niedawna, synus) jeszcze nie gotowy, zeby sie otworzyc. Mowie wam zanim on sie ,,odemknie'' to ja w wariatkowie wyladuje.
No wiec zaczelo sie to wszystko pier.. psuc, jak po uczciwie przepracowanym dniu postawilam pierwszy krok w domu. Pierwszy w doslownym tego slowa znaczeniu, druga noga jeszcze byla za progiem kiedy Mlody wystekal:
- Mama cos sie w komputerze popsulo, glosu nie ma'.
- A co zrobiles?
- Nic, zainstalowalem gre i sluchawki przestaly dzialac.
Uwielbiam jak problemy pojawiaja sie zanim jeszcze zamkne za soba drzwi. Prawda jest taka, ze wkurzyl mnie nie tyle fakt, ze znow cos sie skopalo (raptem miesiac temu znajomy dzwignal caly system), ale po prostu moja bezsilnosc w tym temacie, bo ja sie kompletnie nie znam na komputerach od strony technicznej. Nigdy nie musialam, od tego mialam malzona, ktory w te klocki byl zebesciak.
Tak wiec po kilku probach polegajacych na wetknieciu kabla laczacego wejscie glosnikow w monitorze do trzech mozliwych wyjsc znajdujacych sie w jednostce centracnej, bez sukcesu, postawilam diagnoze, jedyna z mozliwych.
- Na pewno cos kliknales, i skopales! -Tak to juz jest na swiecie, ze jak mozemy na kogos zrzucic wine za niepowodzenie to jest nam troche lepiej.
- Dobra nie mam teraz na to czasu, wkurzac sie bede pozniej, a teraz ubieraj sie jedziemy na tenis.
Tu przydaloby sie troche wprowadzenia do tematu. Otoz Mlody jest straszliwie leniwy do wszelkiego sportu, ale uwielbia tenis. Jakos tak w sierpniu namierzylam pewnego Pana Bartka, ktory postanowil uczyc polskie dzieci gry w tenisa. Bylo naprawde fajnie, Pan Bartek z zona byli swietnymi trenerami, ale niestety nie mieli odpowiednich papierkow upowazniajacych ich do prowadzenia treningow na kortach podleglych wladzom miasta. Dopoki bylo cieplo, nie bylo problemu. Pan Bartek znal zapomniany przez wszystkich kort otwarty i bylo, jak mawia moja trzyletnia bratanica, gites. Grupa dzieci bioracych udzial w treningach rosla z tygodnia na tydzien, ale lato sie skonczylo i zaczal sie problem. Pan Bartek co prawda cos tam wymyslil, zeby wejsc z dziecmi na korty w Westburn Centre, treningi mialy byc 3+1, zeby wygladalo jak rodzina, ale plan oplat za treningi w rym ukladzie byl dla mnie niestety nie do przeskoczenia.
No, ale zawsze przeciez jest plan B. No wiec moj plan B byl taki, ze podziekowalam Panu Bartkowi za mila wsolprace i zapisalam Mlodego na trening tenisa organizowany przez Westburn Tennis Centre. Mlody musial przejsc tzw. assessment, na ktorym pani trener ocenila jego umiejetnosci i Mlody zakwalifikowal sie do grupy zielonej - najlepszej (tu uklon w strone pana Bartka). Nastepnie musielismy odczekac kolejne 2 tygodnie i stawic sie na dzien otwarty, kiedy to odbywaly sie zapisy. Uprzedzono nas, ze liczba miejsc jest ograniczona, wiec kto pierwszy ten lepszy. Zerwalismy sie skoro swit i rzutem na tasme udalo nam sie zapisac na ostatnie wolne miejsce.
Zapowiadalo sie obiecujaco. Oczyma wyobrazni juz widzialam jak trenerzy dostrzegaja talent Mlodego, wysylaja go na zawody i zlote medale.....
A tu zonk! Po pierwszych zajeciach sama bylam rozczarowana. Grupa zakwalifikowana na trening liczyla 24 osoby, trenerow co prawda bylo 2 wiec wyszlo 2x12, ale i tak....pamietam, jak Pan Bartek mowil, ze optymalnie jest 4 dzieci na jednego trenera.
No, a tu mialam szanse sie przekonac na zywym organizmie, ze opcja 12 na jednego nie ma szans powodzenia. Mlody przyzwyczajony do luksusu dzielenia pana Bartka tylko z trojka innych dzieci, byl po prostu zalamany. Tu nie bylo mowy o treningu. Pani trener wydawala polecenia dzieci trenowaly siebie nawzajem, czyli wygladalo to mniej wiecej tak, ze pilki lataly we wszystkich mozliwych kierunkach i nikt nie byl w stanie ich odbic, pomijajac juz fakt, ze kort tenisowy nie jest przewidziany dla 12 zawodnikow grajacych jednoczesnie.
I tak, po pierwszym treningu mlody oswiadczyl mi, ze byl tu 2 razy - pierwszy i ostatni. Udalo mi sie go jakos przekonac, ze to dopiero pierwszy raz, ze moze nastepny bedzie lepszy, moze dzieci sie wykrusza i zeby sie tak nie wstydzil, bo to go tez toche paralizuje i nie gra tak dobrze jak przedtem.
Wygralam, mlody dal im druga szanse. Niestety okazalo sie, ze nie mialam racji. Nie bylo lepiej. Za to Mlody emanowal taka niechecia do calego tego przedsiewziecia, ze pani trener nie wytrzymala i zapytala mnie co jest nie tak z tym dzieckiem?
No wkurzylam sie za Mlodego. Jego zachowanie nawet mnie wyprowadzalo z rownowagi. W sumie podziwiam Pania trener, bo ja bym mojego syna zabila na miejscu. Bylam tak zazenowana jego zachowaniem, ze postanowilam ukryc nos w ksiazce i nie obserwowac tego co sie dzialo na korcie.
Wreszcie trening dobiegl konca. Oczywiscie nie omieszkalam nawkladac Mlodemu, ze sie zachowuje jak ksiaze udzielny i ze juz tu nie musi wiecej przyjezdzac bo mi za niego wstyd i nie zamierzam tego wiecej ogladac. Oczywiscie Mlody jak kazdy facet jest z Marsa i nie rozumial o co 'kaman', poza tym ze ten jazgot najwyrazniej go irytowal.
Co mnie wkurza najbardziej to fakt, ze Mlody ma w zasadzie racje, ze traci czas na tych treningach, a moj problem polega na tym, ze po prostu wymiekam w takich sytuacjach jak ta. Mlody ma dopiero 12 lat, ale troche mu sie juz w zyciu naje.... nazepsuwalo, i chyba wszedl juz w ten trudny okres dojrzewania, a ja kompletnie nie daje sobie z tym rady. W czym zreszta Mlody sam mnie utwierdza, cedzac przez lzy, ze tylko tata go potrwfil zrozumiec.
Jako ze jestem tylko kobieta, gderalam cala droge powrotna, dajac upust wlasnym emocjom. Starajac sie przy tym nie przesadzic, pomna poprzedniej porazki, zakonczonej wybuchem placzu mlodego, zakonczonego konsultacjami z psychologiem.
Dojechalismy do domu. I zaraz po wejsciu do salonu zanotowalam, ze cos jest nie tak w akwarium. No tak, filtr wody, nie czyszczony przeze mnie chyba od 3 miesiecy odmowil dalszej wspolpracy. I tu porazka, bo to tylko moja wina. Probowalam co prawda, idac za ciosem, przeniesc ciezar winy na dzieci, ale to nie ''zarzarlo''.
I nagle z cala jasnoscia dotarlo do mnie, ze to WSZYSTKO moja wina. Moje frustracje i nie radzenie sobie z drobnymi problemami dnia codziennego sprawiaja, ze takie glupoty urastaja nagle do niebotycznych rozmiarow. I chce po prostu gryzc, kasac i drapac jak szkocica
.
Dzieki ci Marcinku, ze zanim odszedles, udzieliles Mlodemu najwazniejszej lekcji, ze wyjasniles mu, ze kobiet nie da sie zrozumiec, wobec czego nie warto nawet probowac. Dzieki temu kryzys zostal zazegnany bez ofiar smiertelnych i, mam nadzieje, bez uszczerbku na duszy i umysle. Ja ze swej strony moglam tylko przeprosic. Mlody juz rozmawia ze mna jak gdyby nigdy nic.
Zlosnica, poki co, jest ''latwa w obsludze'', ale juz sie boje co to bedzie jak podrosnie, bo tak jak ja jest skorpionem. Oj, bedzie sie dzialo.
wkrotce, obiecuje ;)
autor: szkocica
powiedz mi: KIEDY ja cie wreszcie poznam?! xxx
autor: Joanna
wtorek, 9 lutego 2010
Licznik odwiedzin: 3090
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
sama jeszcze nie wiem jak to wyjdzie :)