Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 741 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Parcie na szkło

czwartek, 10 maja 2012 12:25

Któraż z nas nie spoziera z zazdrością na wymuskane twarzyczki celebrytek na okładkach kolorowych magazynów. Vogue, Elle, może Cosmopolitan... Niechby pisali chociaż w Gali! Może Kuba Wojewódzki albo Szymon Majewski zaprosiłby do show. Ba! Fakty płaciłyby ciężką kasę za pikantne fotki, ukraszone jakąś skandalizującą historią.

No, ale Szkocicy taka kariera nie jest najwyraźniej pisana. Kiedy jest się przeciętnie utalentowaną i urody również przeciętnej, to nie podpisuje się kontraktu z L'orealem czy innym potentatem, tylko z niewielką firmą sprzątającą. Jeśli jest się Szkocicą, można nawet zgodzić się, na bycie pazurkami firmy sprzątajacej.

A szkocie pazurki wygladają TAK

 

No cóż, nie jest to reklamówka maskary, ani samochodu najnowszej generacji, ale przynajmniej nie muszę udawać, że efektywnie pozbywam się łupieżu lub wzdęcia. Właściwie to miałam nadzieję pozostać tylko anonimowymi, pracowitymi rączuchnami na tym slocie raklamowym. Niestety telefony z "gratulacjami" uświadomiły mi, iż nie ucieknę przed sławą. Ech... Zostałam przyłapana na małym tête-à-tête z Henrym Hooverem.

Kiedy więc już zostanę sławną noblistką, video z odkurzaczem będzie kładło się cieniem na moim dorobku. Z pewnością trafi na szczyty obciachowych filmików obok taśm Paris Hilton. I o tym będą pisać Fakty.

Na szczęście, sprzedając własną twarz, udaje mi się czasem wyjść z twarzą. 

Jako członek jury nagrody imienia Ann Frank (w towarzystwie zwycięzców, jurorów oraz lokalnych celebrytów).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331081619,trackback

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zakochana po uszy.

piątek, 27 kwietnia 2012 15:40

 

Zaskoczeni? Pewnie nie. W końcu to by wyjaśniało dlaczego w ogóle nie zaglądam na blogusia. Nieprawdaż?

No tak. Przyznaję się bez bicia. Umoczyłam po same uszy. Nie ma dla mnie nadziei. Zwariowałam jak jakaś nastolatka.

A wszystkiemu winien, jak to zwykle bywa, przypadek. No dobrze, już was nie bedę trzymać w napięciu, bo wam jeszcze jakaś żyłka pęknie. Wszystko to wina Złośnicy. 

 

Moja nieodrodna córka, przeczytwaszy kolejną książkę, zaraportowała zapotrzebownie na nową lekturę. Tak, ku mojej radości, córcia zaczęła wreszcie czytać. Stety, czy niestety (?) - preferuje książki angielskojęzyczne. Czytanie po polsku, dla niej, to jednak wysiłek nie przyjemność. 

Na listę zakupów, gdzieś między mlekiem, masłem, patyczkami do uszu i kocią karmą, zapisana została "książka dla Złośnicy".

Na półkach supermarkietu, literatury wysokich lotów w skórzanej oprawie, raczej nie znajdziesz, ale bestsellery w miękkiej okładce jak najbardziej. Niestety okazało się,  że nie ma żadnej nowej pozycji Jacqueline Wilson, którą zaczytuje się Złośnica, zaczęłam więc rozglądać się za czymś innym. 
Z lekkim roztargnieniem i bez większej nadziei przesuwałam wzrokiem po półkach, kiedy coś przykuło moją uwagę. Nie mogę powiedzieć, aby była to miłość od pierwszego wejrzenia.

 

 

Wróciłam do domu, objuczona jak wielbład, z książką dla Złośnicy w zębach. Jednak na moją propozycję czytelniczą, Złośnica prychnęła tylko mówiąc, że ona takich bzdur czytać nie zamierza. Sama mam sobie TO czytać. Nastolatki!!! Wykrzyczałam w myśli, wywracając teatralnie oczyma.  Odstawiłam torby i wyplułam książkę.

Hmmm… - pomyślałam. W sumie, kilka lat temu moje koleżanki zachwycały się tą serią. Dawno też już nie przeczytałam nic po angielsku. Kiedyś obiecałam sobie, że co jakiś czas sięgnę po jakąś 'buk', żeby rozwijać słownictwo. Tylko u mnie z tym czytaniem po angielsku, to tak trochę jak u Złośnicy z czytaniem po polsku. Chociaż, jak trafi się coś fajnego, to też potrafię połknąć dość szybko. Dawno jednak nie trafiło mi się nic wciągającego. Stosy 'buków' nieprzeczytanych, zalegają półlki, czekajac na... . No wlaśnie, na co? Chyba na odniesienie do 'czarity szopu'. Wątpię czy jeszcze kiedyś po nie sięgnę.
Wieczorem zajrzałam do książki z czystej ciekawości. Na szafce nocnej przecież czekała już paczka z polskiej księgarni internetowej.
Fajnie się czytało. Język przystępny jak na moje możliwości i jakoś tak machnęłam kilka pierwszych rozdziałów. Dość szybko doszłam do wniosku, że jednak Złośnica jest zbyt wczesno-nastoletnia, aby zaczytywać się tego typu lekturami. Natomiast uznałam, iż mój wiek nie ma w tej kwestii nic do rzeczy. Poza tym przyswoiłam kilka całkiem użytecznych słówek.

 

No i tak to się zaczęło. Teraz się nie rozstajemy. Zakupiłam całą sagę i jestem w trakcie trzeciego tomu. Czytam do późna w nocy lub raczej wczesnego rana,  przed wyjściem do pracy i w przerwie na lunch. Po powrocie do domu przygotowuję obiad, ogarniam z grubsza i wymykam się do siebie.
Dzieci patrzą na mnie z lekkim rozbawieniem i przemawiają z matczyno-ojcowską poblażliwością.

 

“Wstawaj już, bo zaśpisz do pracy!”

 

“Do której wczoraj czytałaś?" (Tu pada odpowiedź i następuje dwuznaczne "O Matko!”).

 

“Tylko nie czytaj dziś tak długo, bo jutro znów będziesz jęczeć.”


W pracy znalazłam sprzymierzeńca. Claire jest również wielką fanką tej serii. W wolnych chwilach, z rozmarzonymi oczyma prowadzimy dywagacje na temat: “Edward, czy Jacob?”


Ha! Już wszystko jasne, co? Nic więcej nie muszę wyjaśniać. Wiem, że to był hit jakieś 3 lata temu. No cóż. Oddajcie mi chociaż sprawiedliwość, że jednak wyzbywam się dawnych uprzedzeń. Zaczynam sięgać po pozycje, przed którymi kiedyś broniłam się rękoma i nogami. I wiecie co? Dobrze mi z tym.

A odpowiadając na postawione przez Claire pytanie - zdecydowanie Edward! Bez dwóch zdań!

 

(So, dear Claire, you can keep Jacob all for yourself).





Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331050702,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Złotousta szkocica.

poniedziałek, 09 kwietnia 2012 15:34

"Zobacz jak miło. Siedzi sobie pani na ławce, wcina książkę i czyta kanapkę...."

 

"No, otwieraj drzwi siku, bo mi się chce szybko". 

 

 

Dziś lany poniedziałek, więc lanie ze śmiechu dozwolone ;) 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331012790,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Gówno w słonecznikach, czyli szkocka vendetta?

sobota, 07 kwietnia 2012 19:19

 

Mieliśmy tu w Aberdeen prawdziwy kwiecień-plecień. Po marcowych upałach, które rozwinęły żonkilowe dywany wróciła najprawdziwsza zima ze śniegiem, gradem i minus dwa na termometrze.  Dopiero dziś znów wypogodziło się na tyle, aby w sercu obudzić wiosnę.


Wypełzłam więc spod koców, wzułam kamasze i udałam się na obchód swoich włości - trzech skrzynek z ziołami, pięciu donic z kwieciem oraz sześciu sadzonek słonecznika pod płotem.
No, nie jest najgorzej. Daliśmy radę! Tylko śródziemnomorska bazylia poległa. Na szczęście zostawiłam część rozsady na parapecie. W kuchennym ciepełku również urosły kolejne cztery sadzonki słonecznika. Tak zmyślnie to urządziłam, żeby słoneczniki dojrzewały sobie w różnym czasie, a nie wszystkie na raz.


Zabrałam więc łopatkę, sadzonki, ciut torfu i ruszyłam pod płot. A tu spotkała mnie niespodzianka.
Dwa dołki, w których wcześniej posadziłam słoneczniki wypełnione były kupą!
To odkrycie uruchomiło w mojej głowie wielce skomplikowane procesy myślowe. Natychmiast przypomniałam sobie sytuację sprzed tygodnia ze znalezioną w ogrodzie reklamówką z taką samą zawartością. Znów na chwilę ogarnęła mnie paranoja cudzoziemca zamieszkującego kiepskie dzielnice obcego miasta i w pamięci wróciły wszystkie przykre niespodzianki, które spotykały nas na starym mieszkaniu.

 

Całkowicie zagubiona pobiegłam do kuchni obwieszczając nowinę mojej mamie. Pochłonięta szatkowaniem warzyw na sałatkę jarzynową, mamusia nie od razu pojęła znaczenie słów: “Ktoś mi nasrał w słoneczniki!” Właściwie nawet obejrzawszy znalezisko zalegajace w dwóch dołkach wciąż podejrzewała, że to może jakieś larwy? Dopiero larwa wykopana łopatką i podetknięta przeze mnie pod nos mamy rozwiała jej wątpliwości. No i zaczęło się dochodzenie! Kto, jak i dlaczego?!?


Przede wszystkim zależało mi, aby wykluczyć teorię spiskową. W końcu przecież mieszkamy sobie tutaj już prawie rok i choć faktem jest, że nie zawarliśmy żadnych przyjaźni to i z nikim nie zadarliśmy.  Zwłaszcza ostatnio.
Wysunięte zostały następujące tezy: Gówno w reklamówce, sprzed tygodnia, było na pewno psie. Najwyraźniej jakiś leniwy właściciel psa sprzątnął po swoim pupilku i po prostu pozbył się balastu wrzucając go za płot. Nie był to miły gest, jednak trzeba właścicielowi psa oddać sprawiedliwość stwierdzeniem, że władze miasta nie pofatygowały się jeszcze do uzbrojenia naszego nowego osiedla w pojemniki na psie odpadki. Nie mniej jednak właściciel czy właścicilka nie musieli wyrzucać odchodów psich do czyjegoś ogrodu. I czy wybór mojego ogrodu był przypadkowy? Bo skoro już ktoś wysilił się, aby tę kupę zebrać do worka, to czyż nie mógł ponieść tego ciężaru jeszcze przez chwilę? Człowiek zadający sobie trud sprzątnięcia po własnym psie nie wydaje mi się być socjopatą podrzucającym gówno do ogrodu sąsiadów....


No i teraz te słoneczniki. Dzieci sąsiadów? Nie, na pewno same się tam nie zesrały. Nie dałyby rady tak celnie trafić. Może podrzuciły mi to tak samo jak wcześniej reklamówkę? Nie... I dlaczego akurat w słoneczniki? Przeciez gdyby chciały mi zrobić przykrość to włożyłyby te prezenty do skrzynek z ziołami na przykład, albo zostawiły na stole ogrodowym...
Mój karzący wzrok padł na Nikitę! Nie..... kicia trzymana pod kluczem przez Złośnicę wychodzi do ogrodu tylko w naszej obecności. Po tym jak Ryśka wpadła pod samochód, Złośnica ma lęki i nie pozwala Nikicie wychodzić na dwór. Obrażaniem się i płaczem Złośnica wymusza na mnie posłuszeństwo zasadzie “kota nie wypuszczamy”. Tak więc Nikita cieszy się ogrodem tylko wtedy kiedy Złośnicy nie ma w domu, a ja akurat jestem w ogrodzie. Zresztą nawet Ryśka, choć potrafiła włóczyć się po dworze całymi dniami, wracała do domu właśnie po to, aby coś zjeść i skorzystać z kuwety. Tak już mają rozpieczczone kotki domowe. Cień podejrzenia padł jeszcze na kota sąsiadów, który przyłapany został kiedyś na szwędaniu się po naszym ogrodzie nocą.


Wobec niemożności rozwiązania zagadki, słoneczniki zabezpieczone zostały butelkami po napojach orzeźwiających, a ja zajęłam się przygotowaniami do świąt. Pochłonięta doprawianiem sałatki i pieczeniem sernika nie zaprzątałam sobie głowy nieapetycznym tematem. 
Jednak kiedy po obiedzie wybraliśmy się na spacer, a na trawniku przed domem naszym oczom ukazała się kolejna “mina”, w mojej głowie na nowo zalęgła się podejrzliwość. Coś za dużo tych zbiegów okoliczności. Paranoja. Dzień Świstaka. Zaczęło mi się klarować u kogo mam przesrane.

 

Podczas spaceru rozmowa jakoś kleiła się tylko na jeden temat. Wszelkie inne tłumaczenia wydawały sie mało wiarygodne. Zresztą zbyt dużo dobrej woli potrzeba, aby na to wszystko znaleźć jakieś niewinne wyjaśnienie. Zdaje się, że nasza nastoletnia sąsiadka mści się na mnie w ten oto osobliwy sposób. A więc motyw: zemsta za to, że w czerwcu przejechałam samochodem, a tym samym zniszczyłam, deskorolkę porzuconą przy moim podjeździe. Z przykrością stwierdzam, że dziewczynka okazuje mi niechęć przy każdej sposobności. Narzędzie zbrodni (pośrednie) - posiadany przez dziewczynkę pies. Dlaczego słoneczniki? Bo posadzone przy płocie, a więc można na nie zrzucić ładunek nie wchodząc do ogrodu. Niezłego ma cela, gówniara jedna.
Ech...... Chciałabym się mylić i jakiem szkocica, odszczekam wszystko, bo wersja z kotem sąsiadów, a nawet naszą Nikitą kalającą własne gniazdo, mniej mi się wydaje przykrą.

 

 

Na osłodę:

  

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331008852,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie jest dobrze.

wtorek, 20 marca 2012 22:21

Skoro odpalając internet, z poczuciem winy omijam wzrokiem zakładkę ze swoim blogiem, to ewidentnie nie jest to dobry znak. No, ale co ja poradzę, że mi się najzwyczajniej w świecie nie chce? Jak dotąd mogłam sobie zawsze wytłumaczyć, że nie chce mi się pisać jedna ręką. A jedną ręką dlatego, że drugą musiałam majstrować przy kablu zasilającym laptop. 

Kiepska to jednak wymówka, biorąc pod uwagę, że kabel był złamany już od jakiegoś roku i jakoś mi to nie przeszkadzało. No może ostatnio trochę, bo już mi zabrakło fantazji na nowe chwyty i opuszki palców cierpły mi po półgodzinnym używaniu laptopa.
Młody ostatnio zapytał, kiedy wreszcie kupię nową ładowarkę? Jak się solidnie wkurzę, odpowiedziałam. I chyba się musiałam wkurzyć, choć pewna nie jestem. W każdym bądź razie, pod wpływem jakiegoś impulsu zamówiłam sobie na "jebaju" coś co właśnie ładuje mi baterię. No i poczułam się zobowiązana do napisania tej jakże interesujacej notki o ładowaniu baterii.

 

Nie będę wam przecież pisać, że wysiałam sobie w ogródku pietruszkę, koperek, szałwię, lubczyk i takie tam inne - jak na przykład bazylia i rozmaryn. W zasadzie mogłabym wam opowiedzieć jak rano, w pidżamie jeszcze, wychodzę do ogrodu i rozmawiam z kiełkującym szczypiorem. Mogłabym, ale tego nie zrobię, bo pomyślicie, że już całkiem sfiksowałam.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330945498,trackback

komentarze (4) | dodaj komentarz

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  18 045 (wersja testowa)

O mnie

Jak się czegoś wreszcie dowiem o sobie, to tutaj wpiszę ;)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

O moim bloogu

sama jeszcze nie wiem jak to wyjdzie :)

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 03.05.2011 0:54:30
  • autor: _star_
  • treść: Swietnie!! Pozdrawia...

Kategorie

dawno juz powinnam zaczac zapisywac 'perelki' jakie sypia sie z ust dzieci, dzis juz nie pamietam smiesznych wpadek jezykowych z przed lat, ale okazuje sie, ze wciaz nie jest na to za pozno, bo 'uwsteczniony' jezyk polski na obczyznie stwarza kolejna szanse :D haslo na dzis - 'chlejek' - pol. l e j e k \/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/ Przypomnialam sobie dzis fajne haslo z okresu kiedy Mlody mial jakies poltora roku, moze. Otoz w owym czasie czesto spiewalam mu piosenki Fasolek. Jego ulubiona byla piosenka o ufoludkach. Pamietacie? ''Zielone wlosy, zielone butki, cale zielone sa ufoludki..'' Pewnego pieknego dnia, kiedy bujalam krew z krwi mojej ;) na bujawce, zarzadala ona (ta krew ;P) Mama zaspiewaj Ufoludki, co w oryginale brzmialo: MAMA JEBAJ UFOLUDKI! \/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\ Młody rozkłada karty na stole. - Co robisz? - Układam szympansa. \/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

KARTKI Z KALENDARZA ___________________ Dostałam w pracy fajny kalendarz na biurko, taki z wyrywanymi kartkami na każdy dzień roku. Na każdej karteczce znajduje się jakieś motto. Postanowiłam zachować te, które mi się jakoś szczególnie podobają i tu je sobie będę notować: ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ If opportunity doesn’t knock, built a door. **************************************** When the horse is dead, get off. **************************************** What you don't see with your eyes, don't witness with your mouth. **************************************** For peace of mind, resign as general manager of the universe. **************************************** If you're going through hell, keep going. **************************************** Happiness often sneaks in through a door you didn't know you'd left open. **************************************** In the book of life, the answers aren't in the back. **************************************** Luck is when opportunity knocks and you answer. **************************************** Anyone who stops learning is old, whether at twenty or eighty. **************************************** What soap is to the body, laughter is to the soul. **************************************** We learn from history that we do not learn anything from history. **************************************** Instead of counting your days, make your days count. **************************************** Improvement begins with I. **************************************** Go the extra mile. It's never crowded. **************************************** Forever is composed of nows. **************************************** Hope never abandons you; you abandon it. ****************************************

Lubię to